Stało się. Wystarczyło, żeby Papież Franciszek napisał adhortację, w której naraził się feministkom i genderowcom, a już płonie jego kukła. Na razie „tylko” kukła i jeszcze daleko od nas, ale ponieważ feministki, lesbijki i geje chcieli spalić katedrę pw. św. Jana Chrzciciela w argentyńskim mieście San Juan de Cuyo, musimy być czujni, bo to samo będą może chcieli zrobić u nas.
Tylko odważna i zdecydowana reakcja ok. 1,5 tys. katolików zatrzymała pochód 7 tys. barbarzyńców. Gdy oglądałem film z tego zajścia, miałem nieodparte wrażenie, że ci młodzi przedstawiciele LGBTQ nie tylko stracili kontakt z rzeczywistością, ale że są opętani. Krzyczeli wulgaryzmy, bluźnierstwa, na oczach modlących się chrześcijan uprawiali homoseksualne orgie, pluli im w twarz, obnażali się, słowem klasyka w wykonaniu heterofobicznych środowisk antychrześcijańskich. Przy okazji skandowali hasła, że dopóki nie ma feminizmu, nie ma też socjalizmu. „Tęczowe” środowiska są bezpośrednią kontynuacją komunizmu.
Narodowe Spotkanie Kobiet to samo jądro zepsucia. Fanatyczne przeciwniczki Kościoła katolickiego, które w dniach od 23 do 25 listopada br. urządziły sabat w San Juan de Cuyo, od słów, różnych listów, deklaracji, postulatów przeszły do czynów. W ciągu zaledwie kilku lat z tego kongresu kobiet, którego uczestniczki początkowo spotykały się na dyskusjach i konferencjach, wyłoniła się prężnie działająca bojówka eksportująca w struktury władzy inżynierki społeczne, a także atakująca, i to fizycznie, instytucje kościelne. To środowisko zrzeszające lesbijki, aborcjonistki, feministki, a także innych sympatyków, grupy gejów, transseksualistów, biseksualistów, socjalistów czy anarchistów.
Tęczowy Legion w ofensywie
Na filmie z tego zajścia, który obejrzałem w pierwszą niedzielę Adwentu, widziałem hordy chorych z nienawiści antyklerykałów. Muszę przyznać, że byłem poruszony heroizmem katolików, którzy nie odstępując od siebie, w żywym łańcuchu, nie pozwolili bandom dokonać profanacji świątyni. Zatarasowali swoimi ciałami drzwi i okna katedry, nie pozwalając tłuszczy wtargnąć do środka, gdzie znajdował się Najświętszy Sakrament. Ochronili Go przed bluźnierstwem. Sami zostali przy tym opluci, zohydzeni, zelżeni, wyśmiani, obrażeni, pobici. Zamachu na nietykalność osobistą i godność ludzką doznał każdy z obrońców krzyża. Chwała im za to, że wytrwali. Ponieważ pochód nietolerancyjnej gromady homoaktywistów dosięga także Polski, musimy zintensyfikować siły do stanowczego dania odporu. Przede wszystkim przez post i modlitwę. Pamiętamy znieważanie krzyża na Krakowskim Przedmieściu, co jeszcze kilka lat temu byłoby nie do pomyślenia.
W tym szczególnym czasie Adwentu powinniśmy pomyśleć o zagrożeniach związanych z ideologią gender, która dokonuje prania mózgu młodych ludzi.
Musimy się modlić za dewastatorów tradycyjnej rodziny, o ich opamiętanie i nawrócenie. Bądźmy mądrzy jak Chorwaci, którzy w referendum narodowym ochronili prawnie małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety.
Zaburzeni ludzie nienawiści, nieradzący sobie ze swoimi emocjami, osobistymi nieszczęściami i dewiacjami, dążą ku samozagładzie, przy okazji niszcząc tych, którzy są zdrowi. Obalają cywilizację życia, a na jej gruzach chcą budować utopie, gdzie jedynymi uprawnionymi do egzystencji bytami byliby oni.
Nienawiść do Boga, Jezusa, religii, Kościoła, normalności, tradycji, porządku, obyczajności, czystości seksualnej, dzieci, małżeństwa, rodziny są ich paliwem do dokonywania destrukcji. Dopóki trwa porządek większości, tym wojna jest zacieklejsza. Te środowiska są niezwykle agresywne i nieustępliwe.
Tym razem uniknięto podpalenia kościoła. W wielu miejscach Europy one już płoną (tu pisałem o tym więcej: http://naszdziennik.pl/wiara-przesladowania/56162.html). Wojna z chrześcijaństwem ma wiele odsłon. Dziś możemy zobaczyć tę argentyńską.

