logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Ożywiona dyskusja na synodzie

Środa, 15 października 2014 (02:00)

Coraz mocniejsze wypowiedzi biskupów związane z obradami synodu powinny nas wszystkich skłaniać do jeszcze większej mobilizacji modlitewnej w intencji ojców synodalnych. Tym bardziej że przedstawiony w poniedziałek dokument „Relatio post disceptationem”, podsumowujący pierwszy tydzień obrad III Nadzwyczajnego Zgromadzenia Synodu Biskupów, wyraża poglądy sprzeczne z nauczaniem Kościoła.

Dezaprobatę wobec zaistniałej sytuacji wyraził w wywiadzie dla „The Catholic World Report” ks. kard. Raymond Burke. – Dokument ten pozbawiony jest solidnych podstaw w Piśmie Świętym i Magisterium. W sprawie, w której Kościół ma bardzo bogate i jasne nauczanie, daje wrażenie wymyślenia czegoś zupełnie nowego, co jeden z ojców synodalnych nazwał „rewolucyjnym” nauczaniem na temat małżeństwa i rodziny – zwrócił uwagę prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, który wziął udział w ożywionej dyskusji, jaka nastąpiła podczas obrad po poniedziałkowym wystąpieniu ks. kard. Pétera Erdő. Prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, podobnie zresztą jak prefekt Kongregacji Nauki Wiary ks. kard. Gerhard Ludwig Müller, wyraził ubolewanie, że wypowiedzi poszczególnych ojców nie są podawane do wiadomości publicznej, jak to miało miejsce w przeszłości. – Wszystkie informacje dotyczące synodu są kontrolowane przez sekretariat generalny, który od początku wyraźnie faworyzuje poglądy wyrażone w przedstawionej wczoraj rano „Relatio post disceptationem” – powiedział we wtorek ks. kard. Burke. Dodał, że choć dokument ten ma jedynie podsumowywać dyskusję w auli synodalnej, w istocie popiera poglądy, których nie akceptuje wielu ojców synodalnych.

Takiego samego zdania jest ks. abp Stanisław Gądecki. – Dokument podsumowujący pierwszy tydzień obrad synodu jest nie do przyjęcia dla wielu biskupów – stwierdził w wypowiedzi dla Radia Watykańskiego. Przewodniczący Episkopatu Polski nie zawahał się stwierdzić, że odchodzi się w nim od nauczania św. Jana Pawła II, a nawet że widać w nim ślady antymałżeńskiej ideologii. Zdaniem metropolity poznańskiego, tekst dokumentu świadczy również o braku jasnej wizji celu samego zgromadzenia synodalnego. – Czy celem tego synodu jest duszpasterskie wsparcie rodziny w trudnościach, czy też tym celem są kazusy specjalne? – pytał ks. abp Gądecki. – Naszym głównym zadaniem duszpasterskim jest wsparcie rodziny, a nie uderzanie w nią, eksponowanie tych trudnych sytuacji, które istnieją, ale które nie stanowią jądra samej rodziny i nie przekreślają konieczności wsparcia, które powinniśmy dać dobrym, normalnym, zwykłym rodzinom, które walczą nie tyle może o przetrwanie, ile o wierność – podkreślił przewodniczący KEP. – Odnosząc się do spraw małżeństwa i rodziny, zastosowano pewne kryteria, które budzą wątpliwość. Na przykład kryterium stopniowości. Czy można rzeczywiście traktować konkubinat jako gradualność, drogę do świętości? – pytał ks. abp Gądecki. Metropolita poznański wskazał, iż w dyskusji ojców synodalnych zwrócono uwagę, że „doktryna przedstawiona w dokumencie w ogóle pominęła temat grzechu”. – Jakby pogląd światowy zwyciężył i wszystko było niedoskonałością, która prowadzi do doskonałości… – stwierdził przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Zwrócił uwagę, że dokument praktycznie wypowiada się o wyjątkach, natomiast potrzeba też przedstawienia prawdy. – Dalej, punkty, które dotyczą powierzenia dzieci parom jednopłciowym, są sformułowane nieco w taki sposób, jakby pochwalały tę sytuację. To też jest minus tego tekstu, który zamiast być zachętą do wierności, wartości rodziny, wydaje się akceptować wszystko tak jak jest. Powstaje też wrażenie, że dotąd nauczanie Kościoła było niemiłosierne, podczas gdy teraz zacznie się nauczanie miłosierne – powiedział ks. abp Stanisław Gądecki.

Zaniepokojenie pewnymi elementami synodalnego dokumentu roboczego wyraził też m.in. ks. abp Zbigniew Stankiewicz. W rozmowie z Radiem Watykańskim arcybiskup Rygi zwrócił uwagę, że „istnieje niebezpieczeństwo tańczenia pod muzyczkę świata i poddania się naciskowi ze strony środowisk laickich”. – Kontaktowałem się jednak z wieloma biskupami i mam wrażenie, że przeważająca większość biskupów myśli zdrowo i nie zamierza popuścić i poddać się temu naciskowi – powiedział ks. abp Stankiewicz. – W moim przemówieniu podkreśliłem jednak, że poddając się naciskowi świata i tracąc własną tożsamość, na dłuższą metę stracimy. Bo światu tak naprawdę nie jest potrzebna podróbka Ewangelii, ale jest potrzebne światło, prawda Ewangelii. I to przekonuje ludzi, bo Ewangelia ma moc – zauważył ks. bp Stankiewicz.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że podobnym naciskom „ducha tego świata” poddawani byli również ojcowie II Soboru Watykańskiego, co znalazło swój wyraz nie tyle w soborowych dokumentach, ile w nierzadko absurdalnych formach wprowadzania „odnowy soborowej”.

Sebastian Karczewski

Aktualizacja 10 listopada 2014 (10:59)

Nasz Dziennik