W swojej refleksji Papież skoncentrował się na końcu życia apostołów, którzy podobnie jak św. Paweł u kresu swego życia ziemskiego doświadczali samotności w trudnościach, będąc ogołoconymi ofiarami wściekłości, opuszczonymi, prosząc o coś dla siebie, jak żebracy:
– Sam, żebrak, ofiara wściekłości, opuszczony. Ale jest to wielki Paweł, który usłyszał głos Pana, wezwanie Pana! Ten Paweł, który przemierzał ziemię, który doznał wielu cierpień i prób z powodu głoszenia Ewangelii, który uświadomił apostołom, że Pan chciał, aby poganie weszli do Kościoła, wielki Paweł, który w modlitwie uniósł się do siódmego nieba i usłyszał rzeczy, których nikt nie słyszał wcześniej: wielki Paweł w tym małym pomieszczeniu domu w Rzymie, czekając, jak się skończy owa walka w Kościele pomiędzy stronami, między rygoryzmem judaizujących a uczniami, którzy byli jemu wierni. I tak kończy się życie wielkiego Pawła, w przygnębieniu: nie w żalu i goryczy, ale z przygnębieniem wewnętrznym – zauważył Ojciec Święty.
Franciszek przypomniał, że tak się stało z św. Piotrem i wielkim Janem Chrzcicielem, który sam w celi zaniepokojony posłał uczniów, aby zapytali Jezusa, czy On jest Mesjaszem, a zakończył życie święty z powodu kaprysu baletnicy i zemsty cudzołożnicy. Podobnie było z Maksymilianem Kolbem, który utworzył ruch apostolski na całym świecie i wiele wspaniałych rzeczy, a zmarł w celi obozu koncentracyjnego – podkreślił Papież. Dodał, że apostoł, kiedy jest wierny Bogu, nie oczekuje na inny kres życia ziemskiego niż Jezus, ale Pan jest stale blisko niego, nie opuszcza go i w tej obecności apostoł znajduje siłę wewnętrzną.
Ojciec Święty przytoczył słowa Ewangelii „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12,24) oraz znane powiedzenie Tertuliana, że „Krew męczenników jest nasieniem chrześcijan”.
– Kiedy duszpasterz żyje w ten sposób, nie jest rozgoryczony: może doświadcza przygnębienia, ale jest w nim ta pewność, że Pan stoi u jego boku. Gdy duszpasterz zajmował się czym innym niż wiernymi i był na przykład przywiązany do władzy, do pieniędzy, do układów czy wielu innych rzeczy, u kresu nie będzie sam, może będą siostrzeńcy czekający, by umarł i żeby mogli zobaczyć, co mogą sobie zabrać – stwierdził Franciszek.
Pod koniec homilii Papież podzielił się wrażeniami z odwiedzin w domach dla księży seniorów, gdzie spotyka wielu zaangażowanych duszpasterzy, którzy pomimo choroby i słabości stale pytają o Kościół, o powołania. Pomimo opuszczenia mają świadomość bliskości Boga.
– Jeśli duszpasterz idzie drogą Jezusa, to Pan będzie blisko niego, aż do końca. Módlmy się za pasterzy, którzy są u kresu swego życia i którzy czekają na Pana, aby ich zabrał ze sobą. I módlmy się, aby Pan dał im siłę, pociechę i bezpieczeństwo, aby chociaż czują się chorzy czy osamotnieni, Pan był z nimi, blisko nich. Aby Pan dał im siłę – zakończył swoją homilię Ojciec Święty.
Pasterz i obecność Pana
Wtorek, 18 października 2016 (20:47)
Dobry pasterz, który podąża za Jezusem, a nie dąży do władzy, pieniędzy lub układów, nawet jeśli jest opuszczony przez wszystkich, to zawsze będzie miał Pana stojącego u swego boku – powiedział Papież podczas porannej Mszy św. w Domu Świętej Marty. Jako jeden z przykładów takiej postawy Ojciec Święty przytoczył postać św. Maksymiliana Kolbego. W swojej homilii Franciszek nawiązał do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii (2 Tm 4,9-17a), ukazującego św. Łukasza towarzyszącego św. Pawłowi w udrękach więzienia rzymskiego.

