Opieka nad chorymi jest „autentycznym działaniem kościelnym” – przypomina Leon XIV.
Jak informuje Vatican News, Papież w dokumencie proponuje rozważenie ewangelicznego obrazu miłosiernego Samarytanina, który jest „zawsze aktualny i nieodzowny, aby na nowo odkryć piękno miłości i społeczny wymiar współczucia oraz zwrócić uwagę na potrzebujących
i na cierpiących, jakimi są chorzy”.
Papież wskazał, że dziś żyjemy w „kulturze prędkości, natychmiastowości, pośpiechu, a także odrzucenia
i obojętności”. Skutkuje to niemożliwością zatrzymania się, aby dostrzec potrzeby drugiego człowieka. Pan Jezus uczy nas, „jak stać się bliźnim”. Nawiązując do św. Augustyna, Leon XIV stwierdza, że „Pan nie chciał nauczyć, kim był bliźni tego człowieka, ale dla kogo on powinien stać się bliźnim”.
Ojciec Święty dodał, że „bycie bliźnim nie zależy
od fizycznej lub społecznej bliskości, ale od decyzji,
by miłować”. Dla chrześcijanina wzorem w tym, w staniu się bliźnim cierpiącego, jest Pan Jezus, „który przybliżył
się do zranionej ludzkości”. Nie chodzi tutaj o „zwykłe gesty filantropii”, ale o umiejętność osobistego uczestnictwa w cierpieniach bliźniego; a to oznacza
„dar z siebie”, który „wykracza poza zaspokajanie potrzeb”. Nasza osoba ma stać się częścią daru. Taka miłość
„musi karmić się spotkaniem z Chrystusem”.
Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie pokazuje,
że współczucie jest cechą, która wyróżnia czynną miłość. To nie teoria ani sentymentalizm. „Okazywanie współczucia zakłada głębokie emocje, które skłaniają do działania.
Jest to uczucie wypływające z wnętrza i prowadzące do zaangażowania się w cierpienia innych” – napisał Leon XIV.
Papież wymienił tych, którzy dzielą się miłosierdziem.
Są to: „członkowie rodziny, sąsiedzi, pracownicy służby zdrowia, osoby pracujące w duszpasterstwie służby zdrowia i wielu innych, którzy zatrzymują się, podchodzą, leczą, niosą, towarzyszą i ofiarowują to, co mają, nadają współczuciu wymiar społeczny”. Jest to praktyka, która spełnia się w relacji i wykracza poza jedynie działania indywidualne.
„Bycie jedno w Jednym oznacza, że czujemy się prawdziwie członkami ciała, w którym zgodnie z naszym powołaniem niesiemy współczucie Pana wobec cierpienia wszystkich ludzi. Co więcej, wzruszający nas ból nie jest bólem obcym, lecz jest cierpieniem części naszego własnego ciała, o które nasza Głowa poleca nam troszczyć się dla dobra wszystkich” – napisał Ojciec Święty.
Pierwszeństwo Bożej miłości oznacza, że ludzkie działanie nie jest podejmowane ze względu na pożytek osobisty lub w celu pozyskania nagrody. Jest to przejaw miłości,
która wykracza poza ramy obrzędów i przekłada się
na prawdziwy kult. Z tego płynie także znaczenie miłości siebie samego, która „zakłada odejście od zainteresowania budowaniem naszej samooceny lub poczucia naszej godności w stereotypach sukcesu, kariery, pozycji lub pochodzenia”; a prowadzi do odnalezienia naszego właściwego miejsca względem Boga i bliźniego.
Więcej zobacz TUTAJ.

