logo
logo
zdjęcie

dr Tomasz M. Korczyński

Mniej niż zero

Wtorek, 28 stycznia 2014 (20:31)

Najnowsze dane CBOS nie pozostawiają złudzeń. Donald Tusk się sypie. Tylko 26 proc. badanych popiera jego gabinet. Do jego przeciwników zalicza siebie 43 proc. respondentów. A więc stało się. Triki i happeningi, wygłupy z objazdami po rodzinach z „proszonym” obiadem, tzw. rekonstrukcja rządu, publikacja książki żony nie wystarczyły. Polacy nie dali się nabrać. Tak niskiego poparcia centrolewicowy rząd Tuska nie miał nigdy. Myślę, że i tak powinien się cieszyć z tego 26-procentowego poparcia, bo niszczeniem kraju zasłużył sobie na zero, a może nawet i na mniej niż zero.

Afery korupcyjne, brutalne podwyżki, ignorowanie woli Narodu (wyrzucenie do kosza miliona podpisów obywateli), wprowadzanie na siłę ideologii gender do przedszkoli i szkół, forsowanie nowinek z Zachodu, uległość wobec Berlina, Brukseli, Moskwy, promowanie agresywnych mniejszości seksualnych, legitymizacja postkomunistów z SLD, wprowadzanie antykatolickich ustaw (dofinansowywanie zapłodnienia metodą in vitro, czy legalizacja związków partnerskich), grabież lasów państwowych, żenujące wypowiedzi (publiczne) najbliższych współpracowników, zarzuty prokuratorskie dla bliskiego przyjaciela Tuska, atak na wolne media, bogate wyprawy i urlopy zagraniczne, gdy większość Polaków nie może sobie pozwolić na wakacje czy ferie dla dzieci, tragicznie prowadzona polityka zagraniczna (kompromitująca strategia tweet-tweet), spektakularne egzekucje polityczne swoich ówczesnych totumfackich (przypadek Schetyny), emigracja milionów Polaków za granicę, zastój gospodarczy, wyniszczanie polskich przedsiębiorców i promocja zagranicznych firm, okłamywanie Polaków i zawłaszczenie ich emerytur, skok na OFE, kryzys służby zdrowia, marnowanie potencjału młodego pokolenia, to nie jedyne grzechy „Umiłowanego Przywódcy”.

Diagnozy wyprowadzane z badań na zlecenie, które głosiły rzekome samozadowolenie Polaków, powszechną szczęśliwość na „zielonej wyspie” Donalda Tuska należy przykryć zasłoną milczenia.

Polacy nie mogą już dłużej znosić pogardy i arogancji władz w szponach Platformy Obywatelskiej. Obsadzanie głównych i decydujących stanowisk naturszczykami i amatorami, jak na przykład pani Elżbieta Bieńkowska, która, owszem, potrafi przebrać się za barbórkę i zrzucić efektownie szal, aby obnażyć swój tatuaż, ale niekoniecznie przekuwa na sukces środki unijne, czyli pieniądze, które się nam zresztą należą, a płynące z Unii Europejskiej na konkretne inwestycje. Wielkie mowy samopochwalne zderzają się z brutalną rzeczywistością ubożejących regionów Polski. Gdyby nie wytrwałość Narodu Polskiego, jego genialność, niezwykłość i umiejętność radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach, nie wiadomo, jak byśmy sobie poradzili pod egidą tej grupy trzymającej władzę.

Tusk jest sprytny, tej cechy nie można mu odmówić. Znając naszą gospodarność narodową, wie, że jeśli nic nie będzie robić, to może nie dojdzie do katastrofy i jakoś się będzie to toczyć. Niestety, problem w tym, że zaczął robić.

Rząd Tuska jest odpowiedzialny za pogłębianie dysproporcji między tzw. Polską A i Polską B. Tusk i jego ludzie realizują politykę zawłaszczania państwa, jak gdyby to był ich prywatny folwark, czego nauczyli się od postkomunistów, z którymi podzielili się już zresztą władzą w następnej kadencji (o tym pisałem m.in. tutaj: http://naszdziennik.pl/polska-kraj/66495.html).

W każdym razie ostatni sondaż CBOS wskazuje wyraźnie, że Tusk się zużył, a sześć uciążliwych lat tej długiej zimy i zastoju, czyli w gruncie rzeczy regresu, zmęczyło Polaków. Tej opadającej fali już nikt nie powstrzyma, o ile Tusk nie zacznie próbować demontować demokracji. Kiedy na konwencji programowej krzyknął, że musi utrzymać władzę za wszelką cenę, przyznam, że przeszły mi ciarki po plecach.

Kim jest człowiek, który wypowiada takie zdanie z taką zawziętością? Rodzi się obawa, że można się po nim wszystkiego spodziewać. Antychrześcijański liberał z Gdańska na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, ale obawiam się, że aby utrzymać władzę za wszelką cenę, zacznie rzeczywiście kierować kraj ku quasi-dyktaturze, dlatego trzeba bardzo bacznie obserwować jego poczynania. Ważną rolę mogą tu odegrać niezależni dziennikarze, którzy jeszcze w Polsce są, bo na „Gazetę Wyborczą” nie można liczyć. Ta wraz z TVN-owskimi strukturami chce za wszelką cenę zachować status quo, w końcu najwięcej rządowych pieniędzy płynie właśnie do niej (zob. tutaj: http://naszdziennik.pl/wpis/575,ile-obludy-w-obludnej-trybunie-obywatelskiej.html).

dr Tomasz M. Korczyński

Aktualizacja 28 stycznia 2014 (21:00)

NaszDziennik.pl