logo
logo
zdjecie

Zdjęcie: Bartłomiej Zborowski/ PAP/EPA

Byliśmy najgorsi

Kamil Glik szczerze o reprezentacji
Wtorek, 26 czerwca 2018 (21:57)

Kamil Glik, obrońca piłkarskiej reprezentacji Polski, nie schował dziś głowy w piasek. – Byliśmy na razie jedną z najgorszych, jeśli nie najgorszą drużyną na mundialu – powiedział.

Przed mundialem wielu kibiców żyło jego walką o powrót na boisko i wyjazd do Rosji. Choć był skreślony przez lekarza kadry i prezesa PZPN, dokonał niemożliwego i w krótkim czasie stanął na nogi na tyle, że wsiadł z kolegami do samolotu.

– Dużo rzeczy wydarzyło się przez ten miesiąc. Przeżyłem sporo trudnych chwil, najcięższe były trzy dni po urazie. Jedyną osobą w Polsce, która wierzyła, że na ten mundial pojadę, była moja żona i w 80 procentach dzięki niej tutaj jestem. Bardzo ciężko pracowałem, miałem w Soczi cztery jednostki treningowe dziennie. Pomimo złego rezultatu będę przez całe życie pamiętał mundial i to, że udało mi się wrócić do „żywych” – powiedział.

Beznadziejny pojedynek z Senegalem obejrzał z boku, minimalnie lepszy, ale dużo wyżej przegrany z Kolumbią zaczął na ławce, a na murawę wszedł w końcówce, za kontuzjowanego Michała Pazdana. Zaskoczył potem stwierdzeniem, że skoro mógł zagrać kilka minut, to mógł i 90.

Dziś też pozostał szczery. – Do tej pory byliśmy jedną z najgorszych drużyn na tym mundialu, jeśli nie najgorszą. Do Rosji pojechał inny zespół niż ten, który grał na Euro 2016, w którym zakochali się kibice. Doszło w nim do kilku zmian personalnych i taktycznych – podkreślił, dodając jednak, że absolutną nieprawdą jest to, że w zespole od pewnego czasu brakuje dyscypliny. A takie głosy właśnie się pojawiły. – To ohydne kłamstwo. Nie było też żadnego podziału na grupy – zadeklarował.

W czwartek Polacy zakończą mundial meczem z Japonią. – Ostatnie dwa dni były ciężkie, panowały przygnębiające nastroje, w naszych głowach kłębiło się mnóstwo myśli. Nikt tak szczegółowo nie zastanawiał się nad czekającym nas spotkaniem. Nie znaczy to jednak, że możemy i chcemy go odpuścić. Przeciwnie, mundial dla nas wciąż trwa, bardzo chcemy z Japonią wygrać. Wiemy, że w Wołgogradzie ma być bardzo gorąco, warunki będę ekstremalne, ale jednakowe dla obu drużyn – powiedział Glik.

Obrońca Monaco wspomniał też co nieco o przyszłości. – Sami jesteśmy ciekawi, co się wydarzy. Turniej wciąż trwa, zatem za wcześnie na deklaracje, ale prezes Boniek zapowiedział, że po powrocie do kraju nadejdzie czas rozliczeń – przyznał Glik, o którym też spekuluje się, iż może zakończyć reprezentacyjną karierę.

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl