logo
logo
zdjecie

Zdjęcie: SERGEI ILNITSKY/ PAP/EPA

Miał błyszczeć, a przygasł

Robert Lewandowski – to nie był jego mundial
Piątek, 29 czerwca 2018 (21:23)

To miały być jego mistrzostwa, a tymczasem Robert Lewandowski zakończył je bez gola na koncie i według wielu – z mianem największego rozczarowania w naszej kadrze. 

Przed mundialem nie ustawały spekulacje związane z jego ewentualnym transferem do Realu Madryt. Nie brakowało nawet głosów, że rosyjski turniej może w tej kwestii okazać się decydujący, bo szefowie „Królewskich” chcą, by piłkarz udowodnił swą wielkość w wielkich meczach. Wyszło inaczej, na pewno nie tak, jak zakładał sam Lewandowski, jak oczekiwaliśmy my. Zero goli, dwa groźne, celne strzały w spotkaniu z Kolumbią, jedna zmarnowana „setka” w pojedynku z Japonią – to cały dorobek napastnika Bayernu Monachium. Skromny jak na kogoś, kogo wiąże się z Realem, wycenia na 100 milionów euro, co najmniej 100 milionów. – Nie boli mnie, że nie zdobyłem bramki, ale oczywiście jakiś żal, rozczarowanie we mnie tkwią. Indywidualne statystyki idą jednak w cień, gdy zespół odpada. Naszym celem i marzeniem było wyjście z grupy i pierwszy mecz zadecydował o tym, że go nie zrealizowaliśmy. Być może źle do niego podeszliśmy mentalnie, za dużo spraw w nim nie funkcjonowało. Może uśpiły nas niezłe mecze tuż przed mundialem, może wtedy coś złego wkradło się w nasze szeregi – zastanawiał się kapitan Biało-Czerwonych, dodając, że dopiero w meczu trzecim, z Japonią, Polacy pokazali, że jednak potrafią grać w piłkę. – Dzięki temu uratowaliśmy honor. Przy okazji potwierdziliśmy, że system, który stosowaliśmy przez lata, najlepiej nam służy – przyznał, jako kolejny z naszych reprezentantów zwracając uwagę na to, że narodowa drużyna zdecydowanie lepiej czuje się i spisuje w ustawieniu z czterema obrońcami z tyłu. W Rosji Adam Nawałka w tej materii tak mieszał i kombinował, że w pewnej chwili nawet sami piłkarze za bardzo nie wiedzieli, czego od nich selekcjoner oczekuje i co powinni robić. A to, co robili, robili źle.

Przed mistrzostwami Lewandowskiego stawiano w jednym rzędzie z Lionelem Messim, Cristiano Ronaldo, Harrym Kane’em, zastanawiając się, która z tych wielkich postaci futbolu w Rosji zabłyśnie. Messi miewał problemy, ale poprowadził Argentynę do 1/8 finału, Ronaldo i Kane notowali występy spektakularne, a Lewandowski, jako jedyny z wielkich, wielce rozczarował. Wielu uważa, że w ten sposób przegrał szanse na transfer marzeń, wielu uważa też, że ciągłe myśli o zmianie barw klubowych, czy to na Real, czy Chelsea Londyn, czy Paris Saint Germain, nawet odsuwane, przeszkadzały kapitanowi Biało-Czerwonych w koncentracji na sprawach reprezentacyjnych. Niby sam przekonywał, że telefon wyłączył i o kwestiach klubowych w ogóle nie rozmyślał, ale prawdą też było, że „Lewy” z rosyjskich boisk siebie samego przypominał tylko z wyglądu. W żadnym z trzech spotkań nie okazał się tym, kto poprowadził zespół do celu, wziął na swe barki odpowiedzialność, udowadniając, że jest stworzony do meczów wielkich i wielkich wyzwań.

Kapitan ma świadomość, że reprezentację czekają teraz zmiany. Przestrzega jednak przed rewolucją. – Burzenie nie, ewolucja tak. Młodzi pukają do bram kadry, chcą w niej grać. Ci doświadczeni też będą jej potrzebni. Popełniliśmy błędy, jednak mam nadzieję, że uczynią nas mądrzejszymi, co zaprocentuje w eliminacjach do mistrzostw Europy – podkreślił Lewandowski.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl