logo
logo
zdjecie

Zdjęcie: Christian Hartmann/ Reuters

„Karnie” szczęśliwi

Londyn do późnych godzin nocnych świętował awans angielskich piłkarzy
Środa, 4 lipca 2018 (22:46)

Harry Kane, Jordan Pickford i Gareth Southgate – te trzy nazwiska od wtorkowego wieczoru piłkarska Anglia odmienia przez wszystkie przypadki, dopatrując się w nich, słusznie zresztą, głównych autorów „cudu w Moskwie”.

Cudów oczywiście w futbolu nie ma. Są dobrze albo źle rozegrane mecze, dobrze lub źle rozwinięte talenty, czasem wspomagane przez szczęście. Anglicy o „cudzie” jednak mówili i tego słowa aż nadużywali, bo dla nich to, co wydarzyło się w stolicy Rosji, w meczu 1/8 finału mistrzostw świata, „cudem” jednak było. Dlaczego? Aż trudno w to uwierzyć, ale do tego dnia reprezentacja Anglii nigdy nie wygrała na mundialu meczu rozstrzyganego w serii rzutów karnych. Każdy przegrywała, w mniej lub bardziej dramatycznych okolicznościach, zwykle dramatycznych, bo ta część piłkarskiego widowiska dramaty raczej gwarantuje. Żeby było ciekawiej, Anglicy przegrywali w karnych również podczas mistrzostw Europy. I tu wchodzi do gry pierwszy z bohaterów, Southgate. Selekcjoner Wyspiarzy wystąpił w głośnym meczu z Niemcami w półfinale Euro 1996. Miał wtedy wątpliwą przyjemność zmarnować ostatnią jedenastkę, która zadecydowała o porażce jego zespołu. Jak mocno to przeżywał, sam wie doskonale. Teraz, przed pojedynkiem z Kolumbią, długo z podopiecznymi trenował ów element piłkarskiego rzemiosła. Nie chodziło nawet o techniczne aspekty wykonywania rzutów karnych, tylko mentalne, by zawodnicy byli w stanie znieść towarzyszącą im presję. – Cały świat doskonale wiedział, że my, Anglicy, nie jesteśmy specjalistami od karnych – tłumaczył. Praca okazała się owocna.

Wtorkowy mecz zakończył się remisem 1:1 – i po 90. i po 120. minutach walki. O wszystkim musiały zatem rozstrzygnąć jedenastki, czyli wielu Wyspiarzy pewnie pogodziło się z porażką. Ale nie obecni na boisku. I oto Anglicy karne wykonali lepiej. Owszem, zmarnowali jeden, ale rywale dwa i dlatego doszło do wydarzenia, które wywołało na Wyspach gigantyczną euforię. I tu wkroczył Pickford, który w spektakularny sposób obronił jeden ze strzałów. Dziś zdjęcia ilustrujące jego interwencję znalazły się na okładkach większości angielskich gazet. „The Times” określił go nawet mianem „człowieka, który uratował nasz świat!”.

A Kane? Kane tego dnia wykorzystał dwa – wpierw w 57. minucie, potem w serii jedenastek. Pierwszy skuteczny strzał przyniósł mu szóstego gola na mistrzostwach i ogromną szansę na koronę króla strzelców. Warto przy tym pamiętać, że od mundialu w 1974 roku i wyczynu Grzegorza Laty, tylko raz najlepszy „snajper” mistrzostw zakończył je z dorobkiem większym niż sześć trafień – Brazylijczyk Ronaldo. Kane może mu dorównać, kto wie, być może nawet go przebije, jeśli Anglia rozegra jeszcze w Rosji trzy mecze, co jest całkiem realne. Napastnik Tottenhamu stał się symbolem obecnej reprezentacji. Młody, ambitny, przy tym normalny i spokojny facet, ceniący sobie wartości rodzinne, stroniący od skandali i wyskoków, a co najważniejsze, niesamowicie skuteczny i groźny pod bramką przeciwników. Kto wie, być może poprowadzi Anglię bardzo daleko, w co wiara w Londynie staje się coraz mocniejsza.

– Awans do ćwierćfinału, okoliczności jego wywalczenia dla nas wszystkich były szczególnym momentem, ale są już za nami, bo myślami jesteśmy wyłącznie przy meczu kolejnym – ze Szwecją – przyznał Southgate.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl