logo
logo
Czwartek,
27 września 2012
Brevi manu

Opowieści z morgu

zdjęcie
Katarzyna Orłowska-Popławska
Zastępca redaktora naczelnego Naszego Dziennika

Szczerze powiedziawszy, nie jestem już w stanie słuchać balansujących na granicy emocjonalnego szantażu, niemiłosiernie infantylnych wywodów pani Ewy Kopacz dotyczących motywów jej pobytu w Moskwie w pierwszych dniach po katastrofie smoleńskiej.

Medialne występy marszałek Sejmu to irytujący melanż konfabulacji, niedomówień, półprawd i ordynarnych kłamstw, zweryfikowanych przez czas i prokuratorskie czynności formalno-procesowe, których efekty zaskoczyły chyba samych śledczych.

Współczucie dla rodzin, którym próbuje dziś żonglować Ewa Kopacz, jest tyle warte, co czarne foliowe worki, w jakie zapakowano ofiary. I równie prawdziwe jak jedwabne całuny wyścielające trumny, które okazały się jedynie wytworem jej fantazji.  

Zapewne jak miliony innych Polaków, czuję zażenowanie i wstyd, kiedy słucham, jak urzędnik państwowy w randze ministra, dziś wyniesiony do godności marszałkowskiej, skonfrontowany z sytuacją wymagającą umiejętności podejmowania skutecznych decyzji w krótkim czasie, publicznie przyznaje, że nie był w stanie ocenić otaczającej go rzeczywistości.

Nie potrafiąc zrozumieć, co się wokół niej dzieje w Moskwie, Ewa Kopacz próbuje dzisiaj epatować opinię publiczną reminiscencjami wrażeń i emocji, które uniemożliwiły jej wywiązanie się z obowiązków, jakie spoczęły nań z chwilą przekroczenia granicy Federacji Rosyjskiej.

W interesie Rzeczypospolitej nie leżało bieganie bez ładu i składu po rosyjskim morgu, łkanie przed kamerami, zachwycanie się kwiecistymi garsonkami i suto zastawionymi stołami, przygotowanymi do dyspozycji pani minister.

Jak dla mnie pani Kopacz mogła jechać w waciaku i żywić się kiszonymi ogórkami, byle tylko zapewniła stronie polskiej symetryczny udział we wszystkich czynnościach zarządzanych i podejmowanych przez Rosjan, dla których - jak się rychło okazało - nie była żadnym partnerem do dyskusji.

Trudno się dziwić. W końcu, jak można poważnie traktować osobę, która będąc lekarzem, uwierzyła w zapewnienia, że w ciągu jednej doby można przeprowadzić kompleksowe badania sekcyjne prawie stu osób? Ten sam zarzut można zresztą uczynić polskim prokuratorom, którzy teraz tłumaczą, że zawierzyli dobrej woli Rosjan.

Swoją drogą, zdaje się jednak, że byli związani paragrafami polskiego kodeksu postępowania karnego, a nie klauzulą „zawierzania” czyjejkolwiek dobrej woli? A ten przewiduje zabezpieczenie na potrzeby dochodzenia wszelkich możliwych dowodów, w tym pierwotnych, i uczestnictwo w niepowtarzalnych czynnościach.

A za takie uznaje się oględziny miejsca zdarzenia i sekcje ciał. Skutki abdykacji od obowiązków i próba ucieczki od odpowiedzialności w formie płaczliwego tłumaczenia: „bo to były wielkie emocje”, są takie, że straciliśmy bezpowrotnie możliwość przeprowadzenia określonych czynności, bez których - niestety - być może nigdy nie uda się podjąć konkluzywnych dla śledztwa smoleńskiego rozstrzygnięć.

Próbująca dziś kamuflować swoją potworną nieudolność empatią i współczuciem dla rodzin ofiar Ewa Kopacz przypomina groteskowego bohatera jednej z powieści Fiodora Dostojewskiego, który współczucie uczynił „jedynym prawem egzystencji ludzkiej”. Zamiast pocieszać, budzi ono jednak wokół księcia Myszkina, tytułowego „Idioty”, demony zniszczenia. 

POZOSTAŁE WPISY
Sobota, 3 sierpnia 2013

Pragmatyzm „Róbta co chceta”

Niedziela, 26 maja 2013

Paździerzowy faszyzm Michnika

Czwartek, 16 maja 2013

A jednak nie został sprawdzony

Poniedziałek, 6 maja 2013

Wybuch złości

Środa, 24 kwietnia 2013

Seremetowi do sztambucha

Wtorek, 20 listopada 2012

Zamach, który wstrząsnął światem

Czwartek, 9 sierpnia 2012

Historycy z Balnibarbi

Poniedziałek, 23 lipca 2012

Karafka Edmunda Klicha

Niedziela, 15 lipca 2012

Prokuratura prosi o wsparcie?

Niedziela, 8 lipca 2012

Gorączka