logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Akt uznania Chrystusa za Króla to coś więcej niż słowa

Niedziela, 20 listopada 2016 (18:15)

Z ks. prof. dr. hab. Stanisławem Nabywańcem, kierownikiem Zakładu Historii Nowożytnej i Dziejów Kościoła na Uniwersytecie Rzeszowskim, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Tegoroczna uroczystość Chrystusa Króla jest szczególna, bowiem we wszystkich kościołach dokona się Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana. Co to znaczy przyjąć Chrystusa za swego Króla i Pana?

– Przyjąć Chrystusa za swego Króla i Pana to znaczy uznać Jego królowanie nad sobą. Uznać, że On, mój Król i Pan, ma prawo stawiać przede mną wymagania, żądania, co więcej, ma prawo dokonywać sądu w mojej sprawie. Ma prawo decydować zarówno o moim życiu, jak i o mojej śmierci, bo to On jest Pan, Dominus, i takie są Jego królewskie uprawnienia oraz prerogatywy. Przyjęcie Chrystusa za swego Króla i Pana oznacza również wzmocnienie w nas – Jego ludziach – przekonania, pewności i ufności, że On jako Pan i Król będzie się troszczyć o swoich poddanych w szczególny sposób, że będzie naszą twierdzą i schronieniem, skałą ocalenia, która nie zawodzi. To sprawia, że mając takiego Króla i Pana, mogę iść bezpiecznie ciemną doliną mojego życia, bo On jest ze mną, stół dla mnie zastawia na oczach mych wrogów, więc lękać się nie będę. To nasze oddanie się w Chrystusową przemożną opiekę to także pewien pakt poddanych zawarty z Królem. On – Król, Władca – zapewnia wszystko, czego nam potrzeba, z kolei my zobowiązujemy się do wiernej służby swemu Panu.

Jaka jest waga tego wydarzenia?

– Każde wyznanie wiary jest ważnym wydarzeniem i aktem. Jednak szczególnej wagi nabiera publiczne wyznanie wiary, na oczach całego świata, a takim jest Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana. To zobowiązuje. Jego złamanie to utrata honoru, czyli utrata swej godności. Noblesse oblige – szlachectwo zobowiązuje. Chlubimy się, iż Polonia semper fidelis. Obyśmy i w tej sprawie dochowali wierności Bogu, który jest zawsze otwarty na człowieka i jak dobry Ojciec oczekuje nas, zawsze gotowy wybaczyć.

Biskupi w liście pasterskim wskazują, że Jubileuszowy Akt trzeba widzieć szeroko „jako początek realizacji wielkiego dzieła otwarcia Jezusowi drzwi: naszych domów i serc, świątyń i miejsc pracy”. Dlaczego wielu z nas współcześnie żyjących nie chce, czy może boi się otworzyć swoje serce i przyjąć Chrystusa jako swego Pana, poddać się Jego woli?

– Ojczyzna nasza, Polska, otwarła Chrystusowi drzwi 1050 lat temu, zapraszając Go i Jego Matkę Maryję do polskiej Kany. Jednak te niegdyś szeroko otwarte drzwi w akcie Chrztu Polski z czasem przymykały się coraz bardziej na skutek naszych narodowych wad, błędów i grzechów. Otwarte w sakramencie chrztu drzwi naszego serca na skutek naszych słabości i grzechów również bywają niekiedy ledwie uchylone. Przyszedł czas w naszym Narodzie i Kościele, kiedy wreszcie zaczynamy sobie uświadamiać, że przy tych przymkniętych, niemal zatrzaśniętych drzwiach cierpliwie stoi Chrystus i kołacze. Kto Mu otworzy drzwi, z tym On zasiądzie do stołu i będzie wieczerzał. A zatem Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana jest gestem otwarcia na oścież, to znaczy szeroko, w pełni, drzwi naszego kraju, naszej Ojczyzny, naszego państwa na Bożą łaskę. Nie można jednak poprzestać na tym wspólnotowym akcie otwarcia bram Polski dla Chrystusa. Każdy z nas ma szeroko otworzyć dla Niego przymknięte, czasem może zatrzaśnięte, drzwi naszego serca, naszego umysłu, naszej woli, naszej duszy.

Jakie konsekwencje wynikają z tego Aktu?

– Tak jak powiedziałem wcześniej: noblesse oblige. Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana niczego nie przydaje Panu, ale ten akt uszlachetnia, nobilituje nas, którzy powierzamy swoje życie Chrystusowi. A to zobowiązuje. Nie ten, który mówi Mi, Panie, Panie, ale ten, kto pełni wolę Ojca mojego, upomina Chrystus. Nie wystarczy na kolanach, ze łzami, z sercem gorejącym wypowiedzieć ten akt zawierzenia, lecz z zawartej umowy, z zawartego przymierza z Bogiem trzeba się wywiązać w życiu. Wywiązać się życiem i śmiercią.

W Nowennie przed Jubileuszowym Aktem Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana jest zobowiązanie, że będziemy budować Królestwo Jezusa Chrystusa Króla w naszym Narodzie. Łatwo powiedzieć?…

– Tak, łatwo powiedzieć, natomiast trudniej to zobowiązanie wypełnić. Lecz nie powinno się trwożyć nasze serce, czy temu zobowiązaniu podołamy. Warto sobie przypomnieć słowa św. Pawła Apostoła, zmagającego się z ościeniem szatana, który w Liście do Filipian pisze: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Dlatego złożony z wiarą akt wiarą niech będzie wypełniany.

Akt oddania z założenia oznacza pewien powrót do Źródła. Jak daleko odeszliśmy – jako Naród – od Pana Boga?

– Odejścia od Boga nie mierzy się kamieniami milowymi. Ani też wierności przymierzu nie szacuje się statystyką socjologów. Trudno zatem stwierdzić, że nasz Naród tak daleko odszedł lub tak blisko jest Źródła. Ważne, żeby każdy z nas odpowiedział sobie, jak daleko lub jak blisko sercem i duszą jest przy Źródle, którym jest Chrystus. To, jak blisko czy daleko od Źródła jest każdy z nas, przekłada się na cały Naród. Wszyscy bowiem staliśmy u samych źródeł wody chrzcielnej, zanurzeni w nim, to znaczy zanurzeni w Chrystusie. Nie pytajmy też, jak daleko odszedł od tego Źródła nasz bliźni, aby go odsądzać od czci i wiary. Pytajmy raczej siebie samych, w jakiej odległości ja jestem od źródła Wody Żywej, którą jest Chrystus.

Jak wyjść z pułapki, jak się odrodzić w rodzinach, parafiach, jak to zrobić, żeby ten akt nie był tylko pustą formułą?

– Pomocne w tym mogą być słowa Jezusa z Apokalipsy św. Jana, czytane w ostatnich dniach kończącego się roku liturgicznego: „Znam twoje czyny: trud i twoją wytrwałość […]. Ty masz wytrwałość: i zniosłeś cierpienie dla imienia mego – niezmordowany. Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości. Pamiętaj więc, skąd spadłeś, i nawróć się, i pierwsze czyny podejmij!”. Dzisiaj Chrystus, przyjmując nasz Jubileuszowy Akt Przyjęcia Go za Króla i Pana, mówi do całego naszego Narodu i do każdego z nas po imieniu: Znam twoje czyny: trud i twoją wytrwałość, Polsko, znam twoją wytrwałość, Narodzie, i to, że zniosłeś cierpienie dla imienia mego – niezmordowany. Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości. Pamiętaj więc, skąd spadłeś, i nawróć się, i pierwsze czyny podejmij! Mam podjąć pierwsze czyny, ale może wydaje mi się to zbyt wymagające, a przecież jeszcze nie przeciwstawiałem się złu aż do przelania krwi. Trzeba nam zatem uświadomić sobie nasz pierwotny stan, stan łaski chrzcielnej, i jeśli utraciliśmy go, to przez pokutę i zadośćuczynienie Bogu i bliźnim podejmijmy pierwsze czyny, czyny wypływające z miłości do Boga i drugiego człowieka w Chrystusie, podejmijmy je nawet za cenę trudu i wysiłku, a jak trzeba, jeśli zażąda tego mój Król, to nawet do przelania krwi.

Czy można powiedzieć, że akt osobistego i narodowego przyjęcia Chrystusa jako Króla i Pana to zobowiązanie, ale także szansa dla człowieka, szansa na co?…

– Bóg nie zerwał nigdy swego przymierza z człowiekiem, ale w każdym zawieranym przymierzu przestrzegał i przypominał, że jeśli wypełnimy swe zobowiązania, On będzie naszym Bogiem. Kiedy jednak człowiek przez nieposłuszeństwo utracił Jego przyjaźń, nie pozostawił go pod władzą śmierci, lecz w miłosierdziu swoim spieszył z pomocą wszystkim ludziom, wskazując drogę, gdzie mają Go szukać i co zrobić, aby Go odnaleźć. Wielokrotnie Bóg zawierał przymierze z ludźmi i pouczał ich przez proroków, aby nie ustawali w drodze, ale aby wypełniając przykazania, oczekiwali zbawienia. Oto modlimy się w IV Modlitwie Eucharystycznej, przypominającej nam historię przymierzy Boga z człowiekiem. A zatem możemy być pewni, że Pan Bóg nie zerwie i tego przymierza zawartego dziś w Jubileuszowym Akcie Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana. To jednak, czy wykorzystamy tę szansę, zależy od nas samych, od decyzji każdego z nas, bo to każdy z nas jest sygnatariuszem przymierza zawartego dzisiaj z Chrystusem Królem, Panem Wszechświata.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl