logo
Marek Czachorowski
Schodzenie na ziemię
Wtorek, 16 grudnia 2014

Już grają i śpiewają nam pod oknami kolędy. To pozorowanie świętowania przez Europejczyków, którzy nie wiedzą, co to jest Boże Narodzenie. Przecież rządzący UE obwieścili, że to nie chrześcijaństwo jest naszym dziedzictwem, ale jakaś „tradycja religijna”.

Niekiedy jednak sami chrześcijanie winni są tego umysłowego zamętu. W epoce renesansu np. ustawili mozaikę przedstawiającą Hermesa Trismegistosa w samym środku katedry w Sienie, bo jakoby magia gwarantuje osiągnięcie chrześcijańskiej mądrości. W naszych czasach mamy także katolików głosujących za aborcją, zapraszających do Kościoła sodomitów, a zwłaszcza pokaźne grono pięknie uśmiechniętych, ale niepięknie milczących w obliczu siania umysłowego zamieszania. Nawet ponure cuda nad urną wyborczą nie wzbudziły narodowego rachunku sumienia, chociaż skrzywdzono Ojczyznę. Czy zatem prostą drogą idziemy do Betlejem?

To umieszczanie chrześcijaństwa w obłokach emocjonalnych reakcji prowadzi do tego, że chyba mało uwagi poświęcamy kontekstowi historycznemu i intelektualnemu, w którym zjawił się Jezus Chrystus. Owszem, pielęgnujemy pamięć o ówczesnej sytuacji narodu wybranego, pasterzach i królu Herodzie, ale w tym religijnym rozważaniu zazwyczaj pomijamy fakt, że były to czasy panowania cezara Augusta nad prawie całym ówczesnym światem. Czy Bóg tego kontekstu nie uwzględnił w swoich planach zejścia na ziemię? Prostując nasze drogi do Betlejem, trzeba je napełnić realną treścią historyczną, bo inaczej skończymy tak jak budowniczowie dzisiejszej UE, utrzymujący, że tylko przyśniło się Europie, że była chrześcijańska.

Pamiętać wpierw należy, że narodziny Jezusa poprzedzone zostały gwałtownym poruszeniem religijnym w Rzymie po zakończeniu straszliwej wojny domowej i objęciu władzy przez Oktawiana Augusta. Pod wpływem przepowiedni Sybilli spodziewano się zakończenia „epoki żelaza” i powrotu „złotej”. Te ówczesne oczekiwania i emocje wyraził Wergiliusz, największy rzymski poeta tworzący pod patronatem samego Augusta, w słynnych słowach z „Bukolik”: „Oto i nowe stworzenie z wyżyny niebieskiej zstępuje. Dziecię się rodzi – i kres pokolenie otrzyma żelaza”. Na tych mesjańskich nastrojach budował swoją władzę August, pierwszy rzymski cesarz pragnący utrzymać wrażenie, że to on jest owym oczekiwanym „dziecięciem”. Z upodobaniem używał nadanego mu określenia „boży syn” („divi filius”). Wzbraniał się jednak przed oddawaniem mu w Rzymie czci boskiej, ale zezwalał na to na Wschodzie, mniemając, że to przysłuży się umocnieniu jego władzy. Oto też klucz do panowania tego fałszywego mesjasza! Zdaniem prof. Stanisława Łosia, wybitnego polskiego historyka, „Opoką, na której cesarz oparł swój ustrój, była fikcja – może złudzenie, może kłamstwo”.

August pielęgnował użyteczne fikcje także w sposobie organizacji rzymskiego państwa. Zakuł je w kajdany sztabu swoich urzędników, pełniących funkcje przez pięćdziesiąt sześć lat, a składających się z jego wyzwoleńców. Nazwał to prof. Łoś „orientalizacją Rzymu”, czyli wprzęgnięciem go w ramy innej cywilizacji niż grecko-rzymska. Ten sztab był ośrodkiem, „z którego na cały świat promieniowała myśl orientalna, przystrojona w togę, spowita w majestat cesarza”. August doprowadził także do „orientalizacji rzymskiego prawa” (S. Łoś), czyli wyparcia z niego zasady porządku rozumu. Zauważył to nasz przenikliwy Norwid w „Promethidionie”: „O! Rzymie – ciebie […] W kodeksie jeszcze widzę barbarzyńskim […] W pofałszowanych Cezarach”. Cały ten pielęgnowany pozór zaciążył na późniejszych dziejach Rzymu i za cztery stulecia padnie on nie pod ciosem barbarzyńców, ale wpierw pod ciężarem własnego pozoru.

To królestwo pozoru było zatem radykalnym odejściem od odkrytej przez Greków prawdy o człowieku jako istocie rozumnej, zdolnej do kontaktowania się z rzeczywistością, a zatem zobowiązanej do zrywania z pozorami. Nadeszła więc pora na przyjście w Betlejem prawdziwego Mesjasza, który nazwał samego siebie królem przychodzącym na świat, aby „dać świadectwo prawdzie”. Nie czas zatem na kolędowanie w Adwencie, bo to sprzyjająca pora naszego schodzenia na ziemię, z obłoków emocji i złudzeń.

Nasz Dziennik



Pozostałe felietony:
Wtorek, 30 grudnia 2014
Wtorek, 9 grudnia 2014
Wtorek, 25 listopada 2014
Poniedziałek, 10 listopada 2014
Wtorek, 4 listopada 2014
Wtorek, 28 października 2014
Wtorek, 21 października 2014
Wtorek, 14 października 2014
Wtorek, 7 października 2014
Wtorek, 30 września 2014
Wtorek, 23 września 2014
Wtorek, 16 września 2014
Wtorek, 9 września 2014
Wtorek, 2 września 2014
Wtorek, 26 sierpnia 2014
Wtorek, 19 sierpnia 2014
Wtorek, 12 sierpnia 2014
Wtorek, 5 sierpnia 2014
Wtorek, 29 lipca 2014
Wtorek, 22 lipca 2014
Wtorek, 15 lipca 2014
Wtorek, 8 lipca 2014
Wtorek, 1 lipca 2014
Wtorek, 24 czerwca 2014
Wtorek, 10 czerwca 2014
Wtorek, 3 czerwca 2014
Wtorek, 27 maja 2014
Wtorek, 20 maja 2014
Wtorek, 13 maja 2014
Wtorek, 6 maja 2014
Wtorek, 29 kwietnia 2014
Wtorek, 15 kwietnia 2014
Wtorek, 8 kwietnia 2014
Wtorek, 1 kwietnia 2014
Wtorek, 25 marca 2014
Wtorek, 18 marca 2014
Wtorek, 11 marca 2014
Wtorek, 4 marca 2014
Wtorek, 25 lutego 2014
Wtorek, 18 lutego 2014
Wtorek, 11 lutego 2014
Wtorek, 4 lutego 2014
Wtorek, 14 stycznia 2014
Wtorek, 7 stycznia 2014
Wtorek, 31 grudnia 2013
Wtorek, 3 grudnia 2013
Wtorek, 26 listopada 2013
Wtorek, 19 listopada 2013
Wtorek, 5 listopada 2013
Wtorek, 29 października 2013
Wtorek, 22 października 2013
Wtorek, 8 października 2013
Wtorek, 1 października 2013
Wtorek, 24 września 2013
Wtorek, 17 września 2013
Wtorek, 10 września 2013
Wtorek, 28 maja 2013