logo
Marek Czachorowski
Libido dominandi
Wtorek, 19 sierpnia 2014

Wielokrotnie staliśmy na bocznym torze nowożytnej historii. To diagnoza Jana Pawła II z początku jego pontyfikatu. Radził on nam jednak nie doganiać świata. Trzeba być na czele, ale tylko biegnąc we właściwym kierunku. Dzięki dziejowemu zapóźnieniu mogliśmy ominąć katastrofy liderów nowoczesności i „ponowoczesności”. Wciąż na nowo przypominają nam o tym kolejni goście przybywający do Polski.

W grudniu 2013 r. mieliśmy okazję gościć w naszym kraju E. Michaela Jonesa, czołowego w świecie historyka „rewolucji seksualnej”, autora monografii na ten temat zatytułowanej „Libido dominandi”, znakomicie udokumentowanej i opartej na trafnym pojmowaniu człowieka jako istoty rozumnej i wolnej, ale zagrożonej w swej rozumności i wolności przez irracjonalne i odśrodkowe siły. Poddanie się im prowadzi do zgotowania straszliwej tyranii sobie i innym. Na zakończenie swoich – tylko pięciu – spotkań z Polakami wyrażał on nadzieję, że potomkowie zwycięzców pod Wiedniem również dzisiaj uratują świat przed śmiertelnym zagrożeniem. Skąd ta nadzieja?

Pewnie nie z aktualnych faktów na nasz temat. Chyba nie opowiedziano Gościowi o kąpielach naszej młodzieży w błocie na Woodstocku nad Odrą, pod opieką samych prezydentów i uśmiechniętych duszpasterzy. Dobrze, że nie usłyszał amerykański gość także o odzyskanym mieście Wrocław, poczuwającym się dzisiaj do duchowej wspólnoty z Marylin Monroe, publiczną kobietą z Hollywood, która sparaliżowała w całym świecie niejedną męską młodość, wypromowując swoją nagością pierwsze czasopismo pornograficzne w USA. Podobno nawet jedyny katolicki prezydent USA zapomniał w jej ramionach o tym, kim jest. A we Wrocławiu zrobili z niej swoją wizytówkę i wzór dla młodzieży. Podobnie myślą władze Warszawy, strzegące dzisiaj nie polskiej wolności, ale skradzionej przez sodomitów tęczy. Nasza teraźniejszość staje się zatem już nie śmieszna, ale żałosna…

Ufność amerykańskiego badacza w siłę Polski ma pewnie inne źródła. Zaoferował nam także pomoc w zrozumieniu naszego aktualnego zagrożenia. Michael Jones analizuje pooświeceniową historię i naszą teraźniejszość z perspektywy kształtowania jej także przez chęć panowania nad innymi oraz chęć użycia seksualnego. Począwszy od starożytności, ludzkość zazwyczaj orientowała się, że rozwiązłość seksualna paraliżuje myślenie i działanie nie tylko istoty rozumnej, ale także całych społeczeństw. Równie stary jest zbrodniczy pomysł, aby ujarzmić innych, organizując im rozwiązły styl życia.

Mamy w dziejach Polski wiele tego typu przykładów. Nowosilcow w ten także sposób odwodził polską młodzież od walki o niepodległość. Również niemiecki okupant organizował Polakom aborcję, rozwiązłe teatrzyki i pornograficzny miesięcznik „Fala”. Prowadzono tu nie tylko edukację onanistów, ale także zachwalano wyłącznie techniczne wykształcenie i sprawności do pracy fizycznej, zamiast bezużytecznej „humanistyki”. Całkiem zatem jak dzisiaj, w tzw. Unii Europejskiej. W PRL też dbano o aborcję i karmiono młodzież roznegliżowanymi fotkami, także w prasie dla harcerzy z ZHP. Kierowali całą akcją działacze Towarzystwa Rozwoju Rodziny (filia International Planned Parenthood Federation), pod kierunkiem marszałka Sejmu Mikołaja Kozakiewicza, a później Zbigniewa Lwa-Starowicza. Dzisiaj zbierają nagrody za swoją aktywność, bo np. wydawnictwo Znak nagrodziło autobiografią tego ostatniego, uważającego się całkiem słusznie za ucznia Alfreda Kinseya.

Chyba zatem mało rozumiemy światową politykę. Pilnie nam zatem jest potrzebna lektura książki Michaela Jonesa, a może najpierw jej ostatniej części, poświęconej klęsce jedynej dzisiaj superpotęgi ekonomicznej i militarnej, jaką są USA. Rewolucja seksualna przeniesiona tam z Europy zadała temu państwu śmiertelne ciosy. Pierwszym jej celem stali się tamtejsi katolicy, rosnący w polityczną siłę z racji demograficznych i zagrażający supremacji w tym kraju protestanckich „WASP-ów”. Jakimi metodami szybko poradzono sobie z amerykańską katolicką wspólnotą i uczyniono ten kraj kolosem na glinianych nogach? Tej szczegółowej wiedzy dostarczyć nam może najpierw „Libido dominandi” Michaela Jonesa. Obyśmy nie przeczytali jej zbyt późno.

Nasz Dziennik



Pozostałe felietony:
Wtorek, 30 grudnia 2014
Wtorek, 16 grudnia 2014
Wtorek, 9 grudnia 2014
Wtorek, 25 listopada 2014
Poniedziałek, 10 listopada 2014
Wtorek, 4 listopada 2014
Wtorek, 28 października 2014
Wtorek, 21 października 2014
Wtorek, 14 października 2014
Wtorek, 7 października 2014
Wtorek, 30 września 2014
Wtorek, 23 września 2014
Wtorek, 16 września 2014
Wtorek, 9 września 2014
Wtorek, 2 września 2014
Wtorek, 26 sierpnia 2014
Wtorek, 12 sierpnia 2014
Wtorek, 5 sierpnia 2014
Wtorek, 29 lipca 2014
Wtorek, 22 lipca 2014
Wtorek, 15 lipca 2014
Wtorek, 8 lipca 2014
Wtorek, 1 lipca 2014
Wtorek, 24 czerwca 2014
Wtorek, 10 czerwca 2014
Wtorek, 3 czerwca 2014
Wtorek, 27 maja 2014
Wtorek, 20 maja 2014
Wtorek, 13 maja 2014
Wtorek, 6 maja 2014
Wtorek, 29 kwietnia 2014
Wtorek, 15 kwietnia 2014
Wtorek, 8 kwietnia 2014
Wtorek, 1 kwietnia 2014
Wtorek, 25 marca 2014
Wtorek, 18 marca 2014
Wtorek, 11 marca 2014
Wtorek, 4 marca 2014
Wtorek, 25 lutego 2014
Wtorek, 18 lutego 2014
Wtorek, 11 lutego 2014
Wtorek, 4 lutego 2014
Wtorek, 14 stycznia 2014
Wtorek, 7 stycznia 2014
Wtorek, 31 grudnia 2013
Wtorek, 3 grudnia 2013
Wtorek, 26 listopada 2013
Wtorek, 19 listopada 2013
Wtorek, 5 listopada 2013
Wtorek, 29 października 2013
Wtorek, 22 października 2013
Wtorek, 8 października 2013
Wtorek, 1 października 2013
Wtorek, 24 września 2013
Wtorek, 17 września 2013
Wtorek, 10 września 2013
Wtorek, 28 maja 2013