logo
Marek Czachorowski
Ostrzeżenie Dnia Kobiet
Wtorek, 11 marca 2014

Omija się chyłkiem Dzień Kobiet, bo wymyślili to „święto” organizatorzy krwawych socjalistycznych zbrodni XX wieku. Ale ich ogromne zainteresowanie „wyzwoleniem” kobiet ostrzega przed poważnym zagrożeniem. Wprawdzie od początków ludzkości toczy się gigantyczne zmaganie o kobiety, ale dzisiaj jesteśmy chyba w jego punkcie szczytowym.

Zdaniem „ojca historii” – Herodota – zmaganie o kobiety stanowi sedno cywilizacyjnego napięcia pomiędzy Europą (Grekami) a Azją. Persowie dziwili się, że Grecy z tak błahego powodu jak porwanie kobiety (Heleny) ruszyli na wojnę z Troją. Czyżby brakowało im kobiet? Czy jednej z nich nie da się wymienić na inną? Tak to dzisiaj myśli międzynarodówka „miłośników kobiet”, zjednoczonych „wspólnotą żon”, obiecywaną w „Manifeście komunistycznym”. Barbarzyńcy zawsze traktują kobiety tak samo jak niewolników (informuje Arystoteles w „Polityce”), inaczej zatem niż antyczni Grecy uważający kobiety za „przyjaciółki”, czyli równe mężczyznom. Aż do końca cywilizacji łacińskiej ludzkość rozmyślać będzie zatem o wojnie trojańskiej kończącej się wspaniałym hymnem na temat godności jedynej i niepowtarzalnej kobiety. Nawet boginki nie zatrzymały Odyseusza swoją nieprzemijającą urodą i obietnicą nieśmiertelności, a także – co dla Greka było najważniejsze – ofertą wiedzy podanej w sposób piękny, bo syrenim śpiewem.

Ale to nie wierną Penelopę sławią na marcowych „manifach”, tylko – mającą słabość do mężczyzn – Helenę, a jeszcze bardziej Messalinę, czyli patronkę publicznych kobiet z mass mediów (każdy chętny może otrzymać ich fotki od resortowego dziecięcia lub wnuka). Zapanował też sezon na kobietę „po przejściach”, wrogą wobec mężczyzn, najlepiej lesbijkę. Skarżą się zatem mężczyźni (w raporcie francuskiego magazynu „Elle”, nr 2984, 10 III 2003), iż kobiety ich „znokautowały”, a młodsi z nich – jeszcze pełni nadziei, właściwej młodości – nazywają to „kobiecą dominacją”. Zgadza się z tymi uciśnionymi mężczyznami sama Elisabeth Badinter, niezwykle wpływowa liderka światowego ruchu feministycznego, „towar” eksportowy Francji. Samo Ministerstwo Spraw Zagranicznych Francji i ambasada francuska w Polsce fundują nam przekłady jej rozlicznych dzieł traktowanych jako lektura obowiązkowa na gender studies. Zdaniem następczyni Simone de Beauvoir, współczesne zniewolenie mężczyzn w Europie (zwłaszcza Francji) to „fałszywa ścieżka”, bo celem feministycznej rewolucji nie jest przejęcie władzy przez kobiety, ale zakończenie dziejowego zmagania z jakoby śmiertelnie niebezpiecznym poglądem, że istnieje i zobowiązuje jedna, powszechna i niezmienna ludzka natura – z jej zróżnicowaniem na naturę mężczyzny i kobiety – wiecznotrwały projekt bycia człowiekiem, bycia mężczyzną i kobietą.

Przyglądają się z zaświatów temu swojemu potomstwu – walczącemu z ludzką naturą – nowożytni intelektualiści, mający ten sam pogląd na temat kobiet, różniący się tylko szczegółami odpowiadającymi ich biografiom pełnym problemów z kobietami. Zazwyczaj to tzw. starzy kawalerowie, z wyjątkiem przede wszystkim Karola Marksa, ale miał on jeszcze służącą, która urodziła mu prawdziwego proletariusza.

Także Rousseau – oprócz cudzych żon – miał służącą, ale co roku rodziła mu dzieci, które oddawał do przytułku. Kartezjusz z kolei miał córkę, ale nie miał żony. Locke miał się cieszyć względami żony swojego mecenasa. Kant nie był żonaty, być może dlatego, że uważał, iż kobiety zbyt dużo myślą o śmierci swoich mężów, o czym ma świadczyć dbałość o wygląd (zawczasu chcą zrobić dobre wrażenie na innych mężczyznach). Tę bardzo skrótową wyliczankę może zamykać biografia Michaela Foucaulta (uważanego za następcę Sartre’a – a o nim zabrakłoby tu miejsca), homoseksualisty omijającego kobiety, ale nie chłopców, bo głośnego obrońcy pederastii (praktykującego ją na ulicach Warszawy), jednej z pierwszych ofiar AIDS, skutkiem homoseksualnych sadomasochistycznych praktyk.

Wszyscy ci nowożytni intelektualiści zgodnie twierdzą, że kobieta nie jest w pełni człowiekiem (można ją zatem traktować tylko instrumentalnie), ale według jednych – nigdy nie osiągnie ludzkiego poziomu, a według drugich – stanie się tak, ale trzeba najpierw ją siłą wyzwolić z „kojca dla niemowląt” (Kant, Mill, Marks). Dzień Kobiet ostrzega zatem przed tym zagrożeniem.

Nasz Dziennik



Pozostałe felietony:
Wtorek, 30 grudnia 2014
Wtorek, 16 grudnia 2014
Wtorek, 9 grudnia 2014
Wtorek, 25 listopada 2014
Poniedziałek, 10 listopada 2014
Wtorek, 4 listopada 2014
Wtorek, 28 października 2014
Wtorek, 21 października 2014
Wtorek, 14 października 2014
Wtorek, 7 października 2014
Wtorek, 30 września 2014
Wtorek, 23 września 2014
Wtorek, 16 września 2014
Wtorek, 9 września 2014
Wtorek, 2 września 2014
Wtorek, 26 sierpnia 2014
Wtorek, 19 sierpnia 2014
Wtorek, 12 sierpnia 2014
Wtorek, 5 sierpnia 2014
Wtorek, 29 lipca 2014
Wtorek, 22 lipca 2014
Wtorek, 15 lipca 2014
Wtorek, 8 lipca 2014
Wtorek, 1 lipca 2014
Wtorek, 24 czerwca 2014
Wtorek, 10 czerwca 2014
Wtorek, 3 czerwca 2014
Wtorek, 27 maja 2014
Wtorek, 20 maja 2014
Wtorek, 13 maja 2014
Wtorek, 6 maja 2014
Wtorek, 29 kwietnia 2014
Wtorek, 15 kwietnia 2014
Wtorek, 8 kwietnia 2014
Wtorek, 1 kwietnia 2014
Wtorek, 25 marca 2014
Wtorek, 18 marca 2014
Wtorek, 4 marca 2014
Wtorek, 25 lutego 2014
Wtorek, 18 lutego 2014
Wtorek, 11 lutego 2014
Wtorek, 4 lutego 2014
Wtorek, 14 stycznia 2014
Wtorek, 7 stycznia 2014
Wtorek, 31 grudnia 2013
Wtorek, 3 grudnia 2013
Wtorek, 26 listopada 2013
Wtorek, 19 listopada 2013
Wtorek, 5 listopada 2013
Wtorek, 29 października 2013
Wtorek, 22 października 2013
Wtorek, 8 października 2013
Wtorek, 1 października 2013
Wtorek, 24 września 2013
Wtorek, 17 września 2013
Wtorek, 10 września 2013
Wtorek, 28 maja 2013